lipso

DUALIS

Czytając jego wiersze czułam się jakbym oglądała obrazy Dalego. Albo patrzyła w oczy Bursie. Albo tatuowała sobie na powiece: poètes maudits. Każdy wers wyrywam z kartki jakbym wyciągała spod skóry drzazgę. Czy to ma boleć? Nie wiem. Tak jak nie wiem, kto te wiersze obejmie umysłem. Tylko bardzo łakome synapsy będą wiedziały, co robić. Tyle krwi, tyle fioletu. Anatomia i kosmos. Totalna nieograniczoność skojarzeń i taniec synestezji. Każde słowo jak atom. Drgająca membrana. To poezja kwantowa.
Kanony i klasyka dostały tak po twarzy od Rimbauda - teraz niech nadstawią drugi policzek...


2011-11-26



BRAK

Bez Ciebie miasto jest inne, niekompletne. Poukładałam niewidzialne puzzle, które dostałam w pakiecie razem z Tobą. A Ty znikasz. Stoję przed tymi puzzlami i nawet nie wiesz, jak bardzo prowokuje mnie widok tego krajobrazu bez jednego puzzla. Jakby całość miała się zaraz rozsypać. Jakby to miasto bez Ciebie straciło ochotę, żeby wylegiwać się na mapach Polski. Nie zdziwię się, jeśli dzisiaj nie będzie go w pogodynce. Nie zdziwię się, jeśli jutro wstanę, a za oknem będzie pusta przestrzeń i może kilka zdziwionych ptaszysk na parapecie.
Brakujący puzzel doprowadza do szału. Bo żaden inny nie pasuje.

2011-10-27



PARADOKS NA DZIŚ

Najlepiej się pamięta
chwile zapomnienia

2011-09-25



TORNADO W MELISIE

W górze jest lepiej. Jest na przykład lampa, która oznacza światło i nic więcej. Ani nigdy nie wyglądał jak klosz, ani nigdy nie świecił. Jest też wielki biały kwadrat sufitu, który nie kojarzy się z nim nijak. Nigdy nie był biały ani kwadratowy, nigdy też nie zabiłam na nim komara. Sufit i lampa, tyle widzę, gdy nie mogę już patrzeć na nic innego. Bo wszystko i wszędzie kojarzy mi się z nim. Leżę więc na wznak i kontempluje lampę i sufit, a w mojej głowie płynie spokojna myśl. Ale - jak zwykle znienacka - pojawia się znowu fala. Że on oślepia jak lampa. Że on jest wielki jak sufit.
Wykończę się tą samoprodukcją naciąganych skojarzeń, uwielbień i zachwytów. Nigdy nie wyrażonych. Nigdy nie zdemaskowanych. Upchniętych w sobie jak tornado w puszce melisy. Czasem tylko zdradzonych przez małe trzęsienie ziemi, małe drżenie rąk. Po którym świat o dziwo ani drgnie, za to ja mam dużo sprzątania.
Wszystko porozrzucane w moim ciele, trzeba to układać. Głowa na kark, myśli w logiczną całość, serce fruwające gdzieś po ulicy złapać i wcisnąć przy cierpliwej aorcie. Poprawić włosy, oczy i brwi. Upchnąć tornado z powrotem. I najlepiej rzucić się na łóżko, i gapić w sufit. Ale ta miejscówka też przepadła.
Bo jest już i w lampie, i na suficie.


2011-09-21



WDECH

Myśląc o wczorajszym słoniu, spłycając po człowieczemu jego historię, znalazłam w sobie podobieństwo, choć o inny zmysł idzie. Czuję nosem coś, czego prawdopodobnie inni mogą nie ustrzelić żadnym wdechem. Ani nawet inne... Czuję, że na pulsującej tętnicy kogoś zupełnie przypadkowego wydarzyła się niesamowita przygoda. Na tym jednym centymetrze jego skóry zobaczyłam jak z lazurowej wody fale wyrzucają zielone akordy, a słodkie mandarynki leżą zupełnie nago na plaży, w przeogromnym słońcu, w pysznym słodkim soku. Nagle zrywa się wielki deszcz, ale to nie krople lecą z chmur, ale kulki czarnego pieprzu, które kleją się do lepkiej skóry mandarynek. - Nie pieprz! - woła antypornograficznie cedr, który właśnie podwija rękawy, żeby ruszyć z pięściami ku przyprawie. - Już ja się z tobą rozprawię! - krzyczy zgniatając ziarna pieprzu. Mandarynki zupełnie nagie drżą na ten widok, ale cedr ani myśli się opanować. Dopiero lilia wodna, której przerwano błogie dryfowanie, wylewa cedrowi na głowę cały swój dzban zimnego morza. W powietrzu unosi się zapach mielonego pieprzu, świeżej wody, soku z mandarynek i gorącego cedru. Ale pojawia się jeszcze ktoś, na kogo zawsze można liczyć. Żeby tu nie było tyle namiętnych myśli, mandarynki niech założą chociaż buty. Drzewo sandałowe już biegnie z kilkoma parami. Zaczynam się głośno śmiać, tutaj, na tej ulicy, bo jeszcze ambra też się w tej historii pojawia, ale przecież ambra... to wydzielnia z żołądka kaszalota! I tu czar pryska. Minęła dokładnie jedna sekunda... Po prostu przemknął obok mnie, a ja akurat brałam oddech. Perfumy powinno się pić. Odstawiłabym każde wino.

2011-09-18



SŁON

Zalapałam się wczoraj na połowę bajki o słoniu, który - dzięki swoim wielkim uszom - jako jedyny w całej dżungli słyszał, że na maleńkim fioletowym kwiatku żyją ludzie. Słyszał, jak rozmawiają, jak żyją. Ale inne zwierzęta w dżungli nie wierzyły słoniowi, nie miały tak wrażliwych uszu jak on. Nie wierzyły w istnienie tych ludzi. Postanowiły przerażająco zgodnie, że słonia wraz z kwiatkiem wrzucą do kotła. I tutaj wydarzyło się całe mnóstwo akcji, a potem, gdy już zorientowałam się, że oglądam telewizor z rozdziawioną buzią, jak małe dziecko, nastąpił przekochany szczęśliwy finał i morał był też, oczywiście...
"I od tej pory zwierzęta wierzą w ludzi, choćby oni byli nie wiadomo jak mali"... Zabrzmiało bardzo pięknie,  ale zakłuło też jakieś bardzo niskie c.

2011-09-18



POD PRĄD

Dziwię się, że jeszcze tętni muzyka. Dziwię się, że kręcą się ruchome głowy i błyskają "ełrolajty". Dziwię się, że kula lustrzana wiruje nad głowami tańczących ludzi, jest przecież napędzona silnikiem.
Patrzę na te opalone ramiona kobiet i mężczyzn, uniesione w górę, plątające się między sobą, pewnie w dużej części celowo.
I dziwię się, że nie padł prąd.
Siedzimy obok siebie, a między nami milion elektrycznych wyładowań. Sięgnięcie po kieliszek, poprawienie fryzury, wyprostowanie pleców, a nawet cień uśmiechu - to wszystko powoduje napięcie wartości miliona woltów. Które produkuje jak elektrownia, a wysyła prosto we mnie. Powinno się go izolować, powinien mieć własne rozdzielnie na smyczy, bez których nie ruszałby się z domu. Opowiada coś, zerka śmiało, zwodniczo emabluje. Wie, że jest władcą, koronowanym przez samego Alessandra Voltę.
Postanawiam, że wyjdę stąd, zanim nastapi jedno wielkie power failure. Albo coś gorszego.

2011-09-17



KOBIETA PRZED OKRESEM

Nie mlaszcz.
Nie chrup.
Nie siorb.

Kup kwiaty. Ale nie szeleść celofanem.

Nie żuj.
Nie nuć.
Nie kaszl.

Zrób jej herbaty, ale nawet nie zaczynaj rozmowy.

Nie patrz.
Nie wnikaj.
Przytakuj.

Omijaj.
Załóż pelerynę w kolorze ścian.

Pamiętaj, że kobiety przed okresem dopada mizofonia, nadwrażliwość i brak logiki.
Najlepiej przez kilka dni kontempluj ślad po komarze na jakiejś ścianie.
Oddaj się akinezji.
Stań się kawałkiem fotela. To może Cię pogłaszcze.




2011-09-16



TAKA JEDNA PIOSENKA

Nie działa.
Zapomniałam o tym, że przecież na tym komputerze on nie działa.
10 głębokich wdechów i wydechów.
Całą drogę o tym myślałam: żeby wejść do domu, rzucić torebkę i włączyć tę piosenkę. Zgubić po drodze buty, przy zrzucaniu marynarki choćby urwać guziki. Po prostu włączyć, co trzeba i kliknąć ten zbawienny tójkąt z nosem w prawo. Oczy pozamykać, usta uśmiechnąć. Uszy wyjąć z głowy i ułożyć przy głośnikach, przy każdym po jednym uchu. I gapić się w siebie, odpłynąć.
Trójkąt zmienia się w dwie kreski, błękitny pasek rusza w prawo, ale przepływa tylko cisza.
10 głębokich wdechów i wydechów.
Pozbieram uszy. Ułożę buty, podniosę torebkę. Puder w kieszonce pewnie uległ atomizacji przy zderzeniu z ziemią.
Cały dzień chciałam tych czterech minut i osiemnastu sekund.
A mam sypki puder.
To naprawdę bez sensu.











2011-09-16



ZEGAREK

Dawno go nie nosiłam. A teraz bez niego z domu nie wyjdę. Ale kiedyś było ciekawiej, z pustym nadgarstkiem. Wtedy dowiedziałam się, jak naprawdę wygląda czas.
- Przepraszam, która jest godzina? – zapytałam młodą dziewczynę, która nie zatrzymując się rzuciła okiem na komórkę i błyskawicznie odpowiedziała.

Innego razu:
- Przepraszam, która jest godzina? Godzina! Bardzo przepraszam, która jest? – zapytałam sympatyczną babcię na deptaku, powoli zmierzającą w kierunku Kupieckiej. Zatrzymała się, wzięła pod pachę swoją laseczkę, drugą ręką odsunęła mankiet garsonki. Najpierw podsunęła nadgarstek pod sam nos, potem oddaliła. Zsunęła rękaw. Czekałam na informację. Ale babcia wzięła do ręki swoją torebkę, odpięła guzik i wyciągnęła z niej futerał. Z futerału: okulary. Założyła je starannie na nos. Schowała futerał, zapięła torebkę, odsunęła mankiet. Zbliżyła zegarek pod nos, potem oddaliła. Chwilę myślała.
- Za kwadrans piąta, dziecko.
A więc tak wygląda czas.


2011-07-20



DOBRANOC

To słowo – rzucane żartem pod moim adresem - słyszałam ostatnio wiele razy, przy którymś zaczęłam się zastanawiać… Czemu ciągle chce mi się spać? Po prostu siłą otwieram oczy. Gdy budzę się rano po ośmiu godzinach spędzonych w krainie pędzących antylop, jestem tak zmęczona, jakbym spała chwilę. I tak przez tydzień…  Aż wreszcie coś mnie tknęło (dzięki, Michał;)… Pomyślałam, że może te tabletki, które przepisała mi dr G. na kaszel, mają jakiś efekt uboczny… Mhm... Miałam dwie paczuszki: jedną na spanie, drugą na kaszel. Pierwsze: brać raz na dobę. Drugie: dwie sztuki trzy razy dziennie.
Pomyliłam je!
Tych, które powodują senność, brałam na dobę sześć. W sumie 42 przez tydzień. Zamiast 7.
Żyję. Mam się dobrze. Nigdy więcej.
Dobranoc!
2011-07-20



KONDUKTOR

  „W dniu, w którym zaniechasz podróży,
  dotrzesz do celu”.



Pociąg nie zawsze odjeżdża, nie zawsze na czas.
Często przeludniony i duszny.
Ale można otworzyć lekko okno, żeby wpuścić
trochę mijanych miast.
Jadę na południe, a mój pociąg nacina łany łąk.
To musi ładnie wyglądać z góry.
Pan spod okna dopiero co otworzył z wolna buzię we śnie,
gdy nagle wchodzi konduktor.
- Ktoś się dosiadał?

Może kiedyś, na jakiejś małej stacyjce... Wiele lat temu.
I tak podróżuję do dziś.





2011-07-07



LAKME

Na całe miasto, na cały dom. Na cały pokój i wszystko co w nim.
Na całe serce, na cały głos.
Moje myśli falują, a kwiaty na oknie rozchylają się,
by wpuścić słońce...

Léo Delibes - Dome Epais (Flower Duet) (Lakme)



2011-06-19



MOJE MIEJSCE

Zgłosiła się do mnie A. i jej mąż, Hindus. Chcą zorganizować medytacje dla studentów na uniwersytecie. Czemu nie?
Różne przypadki zbiegły się w czasie w tym tygodniu.
Najpierw A. i jej tilaka, potem spotkanie z dawnym kolegą, który oddał mi książkę o Dahrmie. Mogłam z nim jednak mówić tylko o pogodzie, zaskoczona moim ostatnim zachowaniem w czasie rozmowy z kimś bliskim na bardziej prywatne tematy.
A pod koniec tygodnia poszłam na wykład Marka Witka.
To wszystko sprawiło, że poczułam się naprawdę dobrze.
Na swoim miejscu.

I poczułam, że jak człowiek to swoje miejsce ma i dba o nie, to życie ma prawdziwy smak. Inni mogą nie czuć zupełnie nic, ale tak to juz jest, każdego z nas inne smaki spełniają :)

A kiedy jeszcze wszystko się tak zazębia, zagryza, krzyżuje... to spada Ci z nieba porządny kawał sensu.



2011-06-12



DOM

kruche gałęzie w wazonie z kamionki
i świeczka pachnie cukrem waniliowym
lampka od lat mruga bo zepsuta
a więc to mój dom?

żeliwny wieszak a na nim szlafrok
jędrne storczyki w dziwnych donicach
dane na zgodę, na miłość
mój dom

zegary tykają podarowane
serce z mosiądzu i dwa obrazki
biorę do ręki i długo wspominam

 

2011-06-09



when the levee breaks

Wykonanie Led Zeppelin ociera moje uszy, Perfect Circle mnie usypia... Ale te słowa płyną już swoją własną melodią... I nic ich nie może zatrzymać.

Jeśli dalej będzie padać, zapora w końcu puści
Gdy zapory puszczają nie ma gdzie się ukryć

Stara, zniszczona zapora nauczyła mnie płakać i jęczeć
Panie, stara, zniszczona zapora nauczyła mnie płakać i jęczeć
To wszystko, czego trzeba, by zmusić człowiega z gór do opuszczenia domu

No cóż, no cóż, no cóż
Czy nie czujesz się z tym źle
Kiedy próbujesz odnaleźć drogę do domu
Nie wiesz, w którą stronę iść?
Jeśli pójdziesz na południe
Nie znajdziesz tam pracy
Jeśli nie słyszałeś o Chicago.

Płacz nie pomoże, modlitwy na nic się zdadzą
Nie, płacz nie pomoże, modlitwy na nic się zdadzą
Gdy zapory puszczają, mamo, musisz się przenieść

Całą zeszła noc siedziałem na zaporze, łkając
Myśląc o ukochanej i szczęśliwym domu

Przenoszę się, przenoszę do Chicago,
Przenoszę się do Chicago,
Wybacz, ale nie mogę cię zabrać

2011-06-09



TWOJA PIOSENKA

Muzyka uderzyła o ściany. Zostawiła rysy, wgniecenia.

Ta piosenka jest Twoja, wiem o tym. Kiedy ją słyszę, uderza kolumną nut najpierw we mnie, a potem niszczy wszystko dookoła.
2011-05-05



Eblouie par la nuit

Jadę autobusem, oślepiona przez noc. Plamy latarni odbijają się w szybie, wieczór rozmazał się na kawałki. Kropla szpitala dla ciebie. Porcja deszczu w parku dla kogoś innego. Jakiś ścinek chmury dla mnie. Ściągam kolczyki, luzuję szalik. Myśli wysiadają na najbliższym przystanku.

Oślepiona przez noc snopem zabójczego światła
Otarłam się o samochody, oczy jak główki od szpilki
Czekałam na ciebie 100 lat na czarno białych ulicach
A ty przyszedłeś pogwizdując.

Oślepiona przez noc snopem zabójczego światła

Strzelając do puszek, zagubiona niczym statek
Jesli straciłam głowę to przez kochanie cię, i jeszcze gorzej -
Bo ty przyszedłeś pogwizdując.

2011-04-11



DESZCZ

Le ciel est gris,
La pluie s’invite comme par surprise
Elle est chez nous, et comme un rite, qui nous enlise
Les parapluies s’ouvrent en cadence, comme une danse,
Les gouttes tombes en abondance sur douce France...

Niebo jest szare
Deszcz wpada niespodziewanie
Jest u nas, jak rytuał, który nas zagłębia
Parasole otwierają się rytmicznie niczym taniec
Krople deszczu spadają obficie na łagodną Francję...


ZAZ śpiewa to tak... Słodka i słotna piosenka. Kiedy nie ma deszczu, mam ją. Znam wiele osób o cechach burzy, o cechach słońca. Znam wiele osób jak tęcza. Są też mgły albo ludzie jak wiatr. Ja jestem deszczem. "Parasole otwierają się rytmicznie niczym taniec"...

Idę na spacer.



2011-04-10



SPERO DI RIVEDERTI PRESTO, GUIDO!

Wykładowca z UŚ, z którym trzy godziny spędziłam na rozmowie o ludziach imieniem Guido i Kaja, i wielu innych o nieznanych imionach i czasem odległych datach urodzenia, wraca do mojej głowy. Zazdroszczę mu odwagi i tego, że widział dom Dostojewskiego, i sluchał muzyki w indiańskim rezerwacie na żywo. Tego, że jest Włochem już nie, bo tylko jako Polka mogę mu wytłumaczyć, oczywiście w miarę  moich językowych możliwości, o co chodzi w "Złotych Żniwach" Grossa. Guido Lauro Parisi jest w podrózy od wielu lat, a jego oczy są spokojne. Za czymś jednak tęskni, ale - chociaż rozpostarł się wczoraj przede mną jak te chmury po deszczowym popołudniu - nie pytam, za czym. I tym samym skazuję się na ciągłe myślenie. O Guido.

2011-04-10



MIŁOŚĆ

W domu nieopodal zakwitły żonkile, a właściciel postawił w ogrodzie drewnianego łabędzia. Przed moimi oknami zamieszkał Dźwig z długą szyją, który całymi dniami bawi się i hałasuje, zaczepia chmury. Stoję w oknie i myślę:

Po czym rozpoznać, że jest miłość?
Po czym rozpoznać, że miłości nie ma?

Po długości spojrzenia? Po czułości dotyku? Po tematach rozmów? Po marzeniach? Wspólne czy osobne? Po zaufaniu? Po myślach przed snem?

I czemu myślę o tym na wiosnę?

2011-04-05



PIERWSZY DZIEŃ WIOSNY!

Nie mogę pominąć tej daty.
Jest wiosna, wiosna, wiosna!

I ten wiersz Leśmiana...

Nie obiecuję ci wiele...
Bo tyle co prawie nic...
Najwyżej wiosenną zieleń...
I pogodne dni...

(...) 

2011-03-21



MÓJ WIELOKROPEK

Śni mi się i tęsknię za nim. Taki drobiazg: włos z sierści. W domu strzepuję je z ubrań ze złością, wydłubuję z czarnej spódnicy, zmiatam miotełką... Marzy mi się groomer, który wyczesałby Spota pudlówką i nałożył mu odżywkę na grzbiet... Dalmatyńczyk ma to do siebie, że na jasnych ubraniach są jego czarne włosy, a na ciemnych widać białe - a więc ta uporczywa sierść jest wszędzie. Ale kiedy przyjeżdżam tutaj, rozpakowuję plecak
i wyciągam domowy polar...
Wystarczy jeden, jeden najmniejszy, niestrzepnięty włosek,
aby oczy zaszły mgłą.



"Jeśli psy nie idą do nieba, to chcę iść tam, gdzie one idą". :) 2011-03-06



POGODA

Choćbym nie wiem jak szanowała to miasto, to dziwne województwo z budzącą się dopiero tożsamością, tę zieleń, która już dawno nie oznacza trucizny i choroby, ale ekologię i relaks... Choćby nie wiem co...

To kiedy oglądam prognozę pogody, zawsze patrzę najpierw
w dół mapy.
A potem dopiero na zachód.




2011-01-29



MEDYTACJA

Medytacja, mistrz i jedno pytanie. Jak ludziom można pomóc? Czy oni tego chcą? Wolą przeciez przyjemności, które na chwilę pozwalają zapomnieć o cierpieniu. Myślą, że kęs czekolady albo tips uczyni ich szczęśliwymi. Jak z nimi rozmawiać?
"Świat ciała tak fascynuje ludzi, że rzadko widzą oni, czym są naprawdę" - brzmiała odpowiedź Nisargadatty. I nic więcej. 2011-01-29



MASAŻ

Słowo, na które warto zarabiać. Szorstki ręcznik w kolorze masłowego beżu. Dwie ciężkie ręce zanurzają się w miseczce z olejkiem. Ptaki uwięzione w głośniku jak w klatce, ale bardzo szczęśliwe. Słyszę to po ich głosie, który jakiś artysta wkomponował w melodię "it's a beautiful day, don't let it get away"... A potem nic nie słyszę, bo znikam.

2011-01-27



...

Serce ma swoją pamięć.
A. Camus
2011-01-20



ŻYCZENIE

Podeszła do mnie, złapała rękę i życzyła, abyśmy żyli w harmonii. No dobrze. Ja wezmę swoje zeszyty, ulubione książki i płyty, koronki i olejki. On weźmie wszystkie swoje miasta i kartki, literki, orzełka i mnie. I zamieszkamy w harmonii. Może trochę ciasno, ale przytulnie.




2011-01-13



NOWY ROK

Nowe możliwości, tysiące postanowień, z czego dwa tysiące jedenaście niedotrzymanych. Lepiej iść na spacer, póki jeszcze zima, która doskonale wygłusza świat wokół. Na spacerze można spokojnie pomyśleć. Nie porywać się z motyką na słońce, nie obiecywać sobie  poprawy w sprawach, co do których mamy pewność, że i tak nie damy rady, bo jesteśmy za słabi. Zostawmy energię na czas słabości, bo nie teraz, lecz w odpowiednim momencie będziemy potrzebować siły. Teraz lepiej odprężyć się na spacerze, nabrać ostrego powietrza w płuca. Nic nie postanawiać. Nie snuć sztucznych wizji. Zmarznąć porządnie, dać się ponieść ciszy i wrócić do domu, żeby spojrzeć w oczy najbliższym. I wzrokiem nie uciekać. A będzie dobrze.
  2011-01-04



CO TRZEBA UMIEĆ

To Know;
To Will;
To Dare;
To Keep Silent.

2010-12-23









lipso1912@gmail.com


Świt
isil

Dzień
Paulina
Jakub
Gioconda
Bzyku
Bocian
KTo
UZetka

Noc
gram
jestem
kocham
marzę

Coś w sobie mają
p&p sens życia
green dowcip
barneyka żywioły
whispers rzęsy...
nhesterr sinusoidalność
nina-aime smak
ellik lotność
jateme zmysły
fonnika uczucia
99 czekam.
teja szczerość
lily niewinność
oko przenikliwość

A POTEM...
"Budzi mnie z tego lotu w niebiańskie przestworza pieśń o monotonnym przeciągłym brzmieniu i oto wracam znów do tej pstrej mieszaniny znikomych rozkoszy i nieoczekiwanych zmartwień, które ludzie zwą życiem"
Paul Brunton






*






Dawno, dawno temu...




{smscontact}